Początki kłopotów
Eks Gryffonce, która zawsze pozostanie w moim sercu.
Słońce dopiero, co wschodziło. Liście wirowały na wietrze, a Trestale biegały wesoło po błoniach. W sypialni dziewczyn słychać było rytmiczne oddechy, jedynie fiołkowe oczy błądziły po pokoju, rozmyślając. Zza drzwi dochodziły „ciche” szepty…
-James nie możesz TAM wejść!- Zasyczał Remus.
-Niby czemu?
-Bo wszyscy ś p i ą !
-No i co?- Spytał się i słychać było ciche łupnięcie, jakby głowa w ścianę.
-To, że Lily cię zabije.
-Nie tylko Lily.- Powiedziała Gabrielle patrząc na rozmowę przez otwarte drzwi.
-Podsłuchujesz nas?
-A wy co tu robicie? Nie wyglądacie na skrzaty!
-Ładna piżamka. –Rzucił Syriusz, który zaczął iść po schodach, lecz po chwili zamieniły się w zjeżdżalnie, a chłopak leżał plackiem.- Jak…?
-Trzeba przeskoczyć.- Powiedział Remus, nie odrywając wzroku od Gabrielle.
-Black, ładne misie.- Mruknęła spoglądając na bokserki chłopaka z lekkim uśmiechem.
-Co śpiącą królewnę obudziliście?- Spytał się przelatując nad schodami, ignorując uwagę dziewczyny.
-Jakbyś zgadł.- Odpowiedziała ze złością.- Idę się ubrać.
-Jak dla mnie możesz tak zostać.- Powiedział z uśmiechem Black.
-Kuszące… ale dzięki!- Szepnęła pokazując mu język i zamykając drzwi.
***
Właśnie miała wychodzić z pokoju, gdy włączył się Lily budzik.
-Tyle razy ci mówiłam, abyś wywaliła tego mugolskiego rupie…- Dziewczyna zatrzymała wzrok gdzieś za Delacour.- Aaa! Tu jest BLACK!!
-Fajne lokówki, Brown.- Powiedział patrząc na szkarłatną twarz dziewczyny. Gabrielle szybko zamknęła drzwi, zza których słychać było piski dziewczyn.
-Czego chcesz?- Spytała się lekko wkurzona.
-Szczerze?- Spytał się z błyskiem w oku.
-Nie.- Odpowiedziała z lekkim rozbawieniem.
-Tak myślałem.- Powiedział i uśmiechnął się.- Pomyślałem, że poczekam aż wyjdziesz, zanim…
-POTTER!- Wrzasnęła Lily, a mury Hogwartu lekko się zatrzęsły.
-… nie wleci przez okno, nie rzuci parę leviosa i ja…- otworzył drzwi i wrzucił parę kulek.
-BLACK!- Kolejny raz dało się słyszeć głos Evans.
-… nie wrzucę parę łajnobomb.
-Miało być nieszczerze.
-I było.- Odpowiedział puszczając oko do Francuzki. Dziewczyna przekręciła oczami, a chłopak poszedł do męskiej sypialni.
***
-Zabiję… zabiję… zabiję…- Mruczała Lily schodząc z Gabrielle na śniadanie.
-Mamy dobry humorek?- Zażartowała, lecz szybko spoważniała widząc wzrok Evans. Przechodziły przez hol, gdy zauważyły, że spora grupa uczniów oblega tablicę, czytając nowe ogłoszenie.
-Nie ma szans się przebić…- Usłyszała głos Remusa, a Lily zaczęła iść w ich kierunku.
-Na trzy, cztery!- Powiedział Syriusz.
-Trzy…
-STOP! Macie natychmiast…
-Cztery!- Srebrny błysk z różdżek uderzył w podłogę, zamieniając ją w lodowisko.
-No i co łamagi?- Zażartowała Delacour jeżdżąc na łyżwach między chłopcami, którzy podobnie jak reszta- leżała plackiem na ziemi.
-Macie jakiś pomysł, mądrale?!- Warknęła Lily, a za skinieniem różdżki Francuzki jej buty przeobraziły się w łyżwy.
-Jak ty to zrobiłaś?- Pisnął Peter.
-Ja myślę, w tym tkwi sekret.- Powiedziała Gabrielle nie odrywając wzroku od ogłoszenia.
-Bardzo śmieszne.- Powiedział James, który próbował się podnieść, lecz ciche łupnięcie oznajmiło, że to mu się nie udało.
-Będzie konkurs taneczny!- Zawołała dziewczyna do Lily, następnie zaczęły jechać do stołówki pogrążone w rozmowie.
-A my?- Spytał się Remus z głupią miną.
-Coś ty, chyba nie będziemy prosić o pomoc dziewczyny!- Powiedział rozeźlony Syriusz.
-Może wy nie, ale ja tak!- Odpowiedział Remus, a jego buty zamieniły się w łyżwy.
-Dobra, tylko żartowałem… Gabrielle… Lily… GABRIELLE!!- Krzyczał Syriusz z Jamesem, ale trójka Gryfonów nie reagowała, jedząc śniadanie.
-Zemsta jest słodka…- Powiedziała Lily wgryzając się w kanapkę z dżemem.
***
„Czwórka wspaniałych” nie spóźniła się na lekcję z puchonami. Nie wiadomo jak wydostali się z własnej pułapki i byli nawet przed dziewczynami w szklarni.
-Jędze.- Powiedział bezgłośnie Syriusz, a Gabrielle pokazała mu język. W porównaniu z innymi lekcjami, na zielarstwie nie mieli wytchnienia. Musieli nawozić ogromne rośliny z kolcami i mackami, które próbowały ich pokuć, udusić, otruć, lub poparzyć, gorącym jadem.
Na szczęście chłopcy przez „przypadek” sprawili, że jedna z roślin wybuchła, robryzgując na wszystkich łajno i lepką, zieloną ciecz. Dostali szlaban, a lekcja, ku uldze nawet Lily i Remusa, szybciej się skończyła. Wszyscy wyszli ze szklarni, jedynie Gabrielle szukała swojej torby, wołając do Evans:
-Idź! Spotkamy się w dormitorium!- Po chwili, dziewczyna poczuła duszny zapach perfum, a koło Gryffoni stanęła Natasha.
-Czasami myślę, że mogłybyśmy być siostrami.- Powiedziała puchonka i posłała dziewczynie jedno z najbardziej sztucznych i jadowitych uśmiechów.
-O czym ty bredzisz?- Warknęła spod ławki, nie przerywając poszukiwań.
-O guście. –Odpowiedziała, a kiedy Gabrielle miała już coś powiedzieć, dodała.- O Blacku.
-Nie bądź śmieszna.
-Mów, co chcesz, ale widzę jak na niego patrzysz… i jak on.- Nie ustępowała.
-To się nazywa wadą wzroku.
-Wierz mi, to kwestia czasu, kiedy będzie m ó j.
-Wspaniale.- Zabierz go sobie nawet do tego Ravenclawu.
-Cieszę się, że wyjaśniłyśmy to sobie. Obie wiemy, że nikt nie chce, aby tobie się coś stało…- Zakończyła niewinnym uśmieszkiem.
-Zaraz tobie się coś stanie…- Warknęła, ale odpowiedział jej trzask drzwi.- Idiotka!- Kopnęła kawałek rośliny rozpaćkanej na podłodze.
Wyszła, zapominając o torbie.
-Gabrielle!- Zawołał Syriusz trzymając jej torbę.
-Oddaj mi to! Oddaj!- Krzyknęła, kiedy nie mogła dosięgnąć torbę zawieszoną nad jej głową.- Tyris!- Black uniósł się nad ziemią do góry nogami puszczając zgubę. Zaczęła iść do zamku, gdy ktoś złapał ją za rękę. Poczuła lekkie muśnięcie warg, a Syriusz lekko się uśmiechał.
-Masz pozdrowienia od Nataszy.- Powiedziała i pobiegła do zamku, zostawiając go samego.
2005-09-03 16:47:04 skomentuj (5)
Pierwszy dzień w Hogwarcie
O to pierwsza część historii Gabrielle Delacour. Mam nadzieję, że będzie się podobać, mimo tego, iż długo nad tą częścią nie pracowałam.
Promienie zachodzącego słońca wpadały przez okna w Wielkiej Sali. Zgodnie z tradycją, pierwszego dnia szkoły, wszyscy uczniowie usadowili się przy czterech stołach i wyczekiwali przemówienia Dyrektora Dippeta.
-Syriuszu, myślisz o tym samym?- Spytał się półgłosem brunet o nieuczesanych, jak zawsze, włosach.
-Tak, James…- Odpowiedział w zamyśleniu.
-Nic z tego, jest pierwszy dzień szkoły!- Zaprotestowała, siedząca niedaleko nich dziewczyna o lekko rudych włosach i pistacjowych oczach.
-Pierwszy i nie ostatni, Lily.- Burknął Black i zwrócił głowę ku stołowi nauczycielskiemu, czując na sobie urażony wzrok dziewczyny.
Niski dyrektor podszedł do mównicy i chrząknął.
-Witam was z powrotem! Mam nadzieję, że wakacje wam się udały…
-Tak, raz uciekłem z domu i dostałem do końca wakacji zakaz wychodzenia.- Warknął Syriusz, a osoby wokół niego zaczęły go uciszać.
-… i z nowymi siłami będziecie poszerzać waszą wiedzę. Jednak, zanim nastąpi przydzielenie pierwszoroczniaków, do poszczególnych domów, mam dla was dobrą wiadomość!
-Co, Snape zmienił szkołę?- Kolejny raz odezwał się Black, a Gryffoni zaczęli się cicho śmiać.
-Do naszej szkoły przyjechali uczniowie z francuskiej szkoły Beauxbatons, część wyjedzie jutro, lecz czterech studentów zostanie tu na wymianie.- Ostatnie słowa utonęły w rozmowach uczniów.
-Żabojady?- Pisnął Peter z lekkim podnieceniem, jednak szybko ochłonął zmrożony spojrzeniem Lily. Zaczęła się ceremonia przydziału pierwszoroczniaków. Profesorowie, po pewnym czasie nie uciszali uczniów, gdyż nic nie skutkowało- rozmowy nadal trwały. Kiedy ostatnia osoba została przydzielona, tłum ucichł.
-Daniel Bleu, Natasha Homme, Gabrielle Delacour i Jean Christopher. - Wyczytała kobieta w ciasnym koku. Do tiary podszedł wysoki brunet o błękitnych oczach.
-Slytherin!- Krzyknął kapelusz, a ciemnozielony stół zaczął klaskać.
Tym razem podeszła wysoka blondynka o orzechowych oczach. Patrzyła się na wszystkich z wyższością, a gdy założyła wyrocznię, na twarzy ukazała się pogarda.
-Ravenclaw! – Oznajmiła tiara, a dziewczyna posłała wszystkim uśmiech, jak na reklamach past do zębów.
-Cholera…- Przeklął głośno Syriusz, a parę osób spojrzało się na niego z politowaniem.
Do stołu podeszła średniego wzrostu dziewczyna o spiętych włosach w chuście. Miała fiołkowe oczy i delikatne rysy. Jednak wszyscy zaintrygowani byli Natashą.
-Gryffindor! – Krzyk tiary utonął w rozmowach, jedynie parę osób klasnęło. Jean trafił do Hufflepuffu, gdzie przywitała go jeszcze mniejsza liczba osób, niż Delacour.
-Czemu Ravenclaw?! Przecież to typowa Gryffonka!- Mówił do siebie Syriusz, a Gabrielle siedząca koło Lily zmierzyła go wzrokiem.
-Nie zwracaj na nich uwagę.- Powiedziała i posłała jej ciepły uśmiech.
Francuzka spojrzała się na cichego chłopaka, który dyskretnie na nią spoglądał. Miał kasztanowe włosy i lekko brązowe oczy.
-Remus Lupin.- Przedstawił się, a dziewczyna uścisnęła jego dłoń.- Gabrielle Delacour.
-Co ona robi?- Spytała się Lily spoglądając na Natashę.
-To, co zawsze. Robi z siebie idiotkę. –Odpowiedziała Gabrielle patrząc na dziko gestykulującą blondynkę.- Udaje, że nie umie angielskiego.
Parę dziewczyn się zaśmiało, jednak Syriusz zmroził je spojrzeniem.
Nagle na złotych talerzach ukazały się potrawy, a świece nad nimi roztaczały bursztynowe światło.
-Wiesz, przy jedzeniu nie powinno się nosić nic na głowie.- Powiedział złośliwie Black, a Francuzka zagryzła wargi.
-Od, kiedy ty żyjesz wobec jakiś zasad, Black?- Spytała się zimno Evans.
-Uwierz mi wyżywanie na mnie, nic nie zmieni, że ta Barbie jest w Ravenclaw.- Powiedziała ze spokojem Gabrielle. Już miała zacząć jeść, gdy Syriusz wziął różdżkę i powiedział:
-Accio chustka!- Stało się to w jednej minucie. Chustka uniosła się w locie, a srebrne, długie włosy opadły na ramiona dziewczyny. Wszyscy spoglądali teraz na nową Gryffonkę, a przy szkarłatnym stole zrobiło się cicho.
-Możesz mi to oddać, Black?- Syknęła, a Syriusz oddał nakrycie głowy z nonszalancją.
-A jednak bóg istnieje.- Szepnął, a do uszu Gabrielle dochodziły szepty:
-To willa.
2005-08-26 19:36:36 skomentuj (5)